Wywiad z Sebastianem Drożakiem, młodym reżyserem i montażystą, który od 3 lat prowadzi własną firmę, założoną dzięki wsparciu uzyskanemu w ramach udziału w projekcie POKL[1].

Sebastian opowiedział nam, jak wygląda udział w projekcie, którego celem jest wspieranie przedsiębiorczości osób młodych, a także podzielił się doświadczeniami, jakie dały mu 3 lata pracy na własny rachunek.

Czym się zajmujesz zawodowo? Jaki rodzaj działalności prowadzisz?

Prowadzę firmę,  w której zajmuję wieloma rzeczami z szeroko pojętego rynku audio-video, filmowego – i montażem, i reżyserią, i pisaniem scenariuszy. Przed założeniem działalności zajmowałem się głównie samym pisaniem, a montaż doszedł dzięki temu, że uzyskałem dotację na założenie firmy.

Kim jesteś z wykształcenia i czy profil Twojej działalności jest z tym zbieżny?

Jestem reżyserem, po Katowickiej Szkole Filmowej. Czyli poza montażem robię to, czego nauczyłem się na studiach.

Od jak dawna prowadzisz własną firmę?

Od marca 2015 roku, czyli już 3 lata.

A zanim założyłeś firmę? Jakie miałeś doświadczenie zawodowe?

Pracowałem jako reżyser i scenarzysta. Na umowy zlecenia i umowy o dzieło.

Dlaczego stwierdziłeś w pewnym momencie, że chcesz założyć firmę?

Po pierwsze chciałem zająć się montażem. Do tego jeszcze po drodze skłaniałem się ku korekcji, kompleksowej postprodukcji filmowej, ale z czasem odszedłem od tego, bo okazało się, że w tej dziedzinie trzeba mieć naprawdę duże umiejętności i trudno jest wgryźć się w ten rynek. Ale został ten montaż, z którego jestem zadowolony, bo moja działalność fajnie się rozwija w tym kierunku. A to stało się możliwe tylko dzięki dofinansowaniu działalności gospodarczej, które otrzymałem w ramach projektu. Bo z niego zakupiłem potrzebny sprzęt.

No właśnie, a jak to było: najpierw usłyszałeś o tym, że jest taki projekt z dofinansowaniami na firmę i pomyślałeś, że w sumie mógłbyś mieć firmę, czy najpierw myślałeś „kurczę, chciałbym mieć firmę, ale jak to zrobić?”, i znalazłeś dotację?

Zdecydowanie głównym motywatorem do założenia firmy było to, że usłyszałem przypadkowo, że można otrzymać dotację. A potem okazało się, że tak naprawdę wystawianie faktur jest dosyć fajne. Bo gdy przed założeniem firmy rozmawiałem ze zleceniodawcą, to mnóstwo czasu i energii zajmowała nam – często nieprzyjemna – dyskusja nad tym, czy podana kwota to brutto czy netto. A jak teraz mówię, że wystawiam fakturę, to: „Nie ma problemu! Netto! Jasne, świetnie.” I ta jedna trudna rozmowa odeszła w ogóle w niepamięć.

W jaki sposób dowiedziałeś się, że można dostać dotację na firmę, biorąc udział w projekcie finansowanym z funduszy europejskich?

Dowiedziałem się od znajomej osoby, która pracowała przy różnych projektach unijnych i orientowała się w możliwościach, jakie dają. To ona pomyślała, że może to być coś dla mnie i powiedziała mi o rekrutacji do projektu.

Czyli nie dowiedziałeś się od rówieśników, nie szukałeś takiej informacji, tylko sama do Ciebie dotarła?

Tak, nikt z moich znajomych nie korzystał z czegoś takiego. Coś słyszałem o tych dotacjach na firmę, że w ogóle są, że to jakieś kwoty około dwudziestu tysięcy, które można zdobyć przez urzędy pracy, że trzeba się zarejestrować jako bezrobotny. A tu nagle okazało się, że jest szansa na dwa razy wyższą dotację i to niekoniecznie przez urząd pracy, co było dla mnie totalnym zaskoczeniem.

Jak wyglądała procedura rekrutowania się do tego projektu?

Dowiedziałem się, że jest taka firma jak DGA, która realizuje z funduszy europejskich projekt wsparcia przedsiębiorczości poprzez przyznawanie dotacji na założenie firmy. I tam złożyłem wniosek, w którym wstępnie opisałem, jaki rodzaj działalności chciałbym prowadzić i dlaczego. Wszystko potoczyło się dosyć sprawnie, dostałem się. Potem brałem udział w szkoleniu dotyczącym zakładania i prowadzenia firmy oraz pisania biznesplanu. Wtedy to była dla mnie czarna magia, ale jakoś udało mi się przebrnąć.

Czyli to szkolenie było dla Ciebie przydatne?

Jak najbardziej. Przecież nagle pojawił się przede mną stos dokumentów do wypełnienia i nie miałem pojęcia, co tam w ogóle wpisywać. Szkolenie rozwiało te wątpliwości.

Jeśli chodzi o część związaną z samym prowadzeniem firmy, to były tam chociażby podstawy księgowości. Mam w tej chwili dosyć fajnego księgowego, który szczęśliwie robi to za mnie, ale przynajmniej wiem, o co go pytać, jak już o coś pytam.

Zatem zrobiłeś szkolenie z zakładania firmy, a potem pisałeś szczegółowy biznesplan. Czy miałeś w projekcie jakąś indywidualną pomoc w tym zakresie?

Tak, mieliśmy zapewnione spotkania z doradcą. Ostatecznie udało mi się ten biznesplan napisać w miarę sprawnie. Szczęśliwie nie wchodziłem w nową branżę, tylko taką, z której się wywodzę, więc miałem wszystkie specyficzne informacje, które tam trzeba było w nim zawrzeć, nie musiałem robić dodatkowego researchu na temat branży.

W efekcie napisałeś wniosek na tyle skutecznie, że została Ci przyznana dotacja. I co? Od tej pory już wszystko z górki?

W sumie tak, bo nagle okazuje się, że dostałem spory przelew, a to jest najprzyjemniejsza rzecz wydawać darowane pieniądze 🙂 .

Dostałeś dotację takiej wysokości, o jaką się ubiegałeś?

Tak. Generalnie rynek filmu ma to do siebie, że sprzęt jest dosyć drogi i można w niego pieniądze wkładać i wkładać i końca nie widać. Więc jeszcze na etapie pisania biznesplanu musiałem podjąć decyzje o cięciach niektórych rzeczy, ale ostatecznie udało mi się tak zainwestować, że zakupiony sprzęt, po małych modyfikacjach, służy do dzisiaj, mimo zmieniających się technologii.

Czyli swoją działalność nadal opierasz na tym, co zakupiłeś z dotacji?

Tak. W zeszłym roku pojawiło mi się sporo zleceń stricte montażowych i dzięki tym zleceniom zacząłem modernizację sprzętu, ale zasadniczo działam na tym, co zakupiłem z dotacji.

Bez dotacji raczej byś się nie zdecydował na założenie firmy?

Zdecydowanie nie, bo – tak jak mówiłem – główna motywacją było to, że chciałem rozszerzyć swoją działalność na rynku filmowym, a do tego potrzebowałem sprzętu.

Pozostając jeszcze przy projekcie, chciałam zapytać o ostatni jego element, który miałeś obowiązek zrobić przed rozpoczęciem działalności, czyli o szkolenie zawodowe. Jakie szkolenie wybrałeś?

Rzeczywiście był tam taki wymóg. Tak jak mówiłem wcześniej, początkowo chciałem wejść w postprodukcję związaną z grafiką, efektami itd. A że nie znałem programu do tego – bo o ile montowaniem zajmowałem się też w szkole, to taką grafiką, do której służy program After Effects, nie – to szkolenie pomogło mi poznać podstawy tego programu i już dalej pociągnąć to samemu.

A jaką miałeś pomoc w ramach projektu już po założeniu firmy?

Przede wszystkim było finansowe wsparcie pomostowe, czyli comiesięczne środki na bieżące opłaty związane z prowadzeniem firmy – ZUS, wynajem lokalu (jeśli ktoś potrzebuje), rachunki itp. Nie pamiętam, czy to było pół roku, czy rok. Wydaje mi się, że przez pół roku. To wsparcie było fajne, bardzo przydatne, aczkolwiek potem, gdy trzeba było te wszystkie rzeczy opłacić samemu, było mocno nerwowo i niepewnie. W ramach pomostówki dostawałem chyba 1200-1300 zł, więc po odjęciu ZUS-u, zostawało sporo na inne koszty – w moim przypadku głównie internet i telefony.

Czyli przez pierwsze pół roku nie musiałeś się martwić, z czego utrzymasz firmę, bo wiedziałeś, że niezależnie od tego, czy będziesz miał zlecenia, czy nie, to będziesz jakoś funkcjonował…

Dokładnie, to mi bardzo pomagało.

A jak faktycznie było z tymi zleceniami? Miałeś jakieś od razu?

Nie od razu… Ale zaobserwowałem całkiem pozytywną rzecz. Kiedy jest się „na swoim” i pojawiają się te obowiązkowe koszty co miesiąc, nagle przestaje się czekać na pracę, a zaczyna się aktywnie szukać tej pracy samemu. To ciekawe doświadczenie. Bo do momentu założenia firmy było tak, że zawsze ktoś mnie polecił, ktoś w końcu zadzwonił i się jakoś samo toczyło. Jak dwa miesiące nic nie było, to nie było, to robiłem swoje rzeczy, a jak było, to dobrze. A teraz nagle się okazało, że coś musi być zawsze, bo jest ten bat nad głową, że trzeba zarobić. I to jest bardzo motywujące.

Jak sobie więc radziłeś z reklamą Twoje firmy? Jak się promowałeś? Po znajomości?

Pośrednio po znajomości. Tu jest tak, że ten rynek jest… zarówno ograniczony i nieograniczony. Samemu musiałem zrobić research tych firm, które zajmują się produkcją filmową w obrębie Warszawy – znalazłem w internecie około 100 takich firm. Do wszystkich wysłałem maile z tzw. demo reel, czyli z taką montażówką z rzeczami, które do tej pory robiłem. Ze stu firm odpowiedziało pięć, z dwoma rozpocząłem współpracę – taka jest skala odpowiedzi.

Ale rozumiem, że ta współpraca jakoś trwa, rozwija się?

Z jedną firma nie, a z drugą tak. Ale po drodze pojawiły się jeszcze inne, bo to jest taka branża, która opiera się głównie na poleceniach i rekomendacjach.

Czyli dzięki wsparciu pomostowemu i byciu polecanym spokojnie minął Ci pierwszy rok prowadzenia firmy – okres, w którym bezwzględnie musiałeś ją utrzymać…

To znaczy tak, ja sobie z góry założyłem, że chcę prowadzić tę firmę przez dwa lata, czyli tyle, ile jest małego ZUS-u. Że obojętnie, co się stanie, spróbuję te dwa lata przetrwać i zobaczymy, co później. Takim krytycznym okresem w funkcjonowaniu mojej firmy było przejście w marcu zeszłego roku na duży ZUS. Zastanawiałem się, czy zawieszać działalność, czy nie zawieszać, czy w ogóle rezygnować, ale ostatecznie stwierdziłem, że jednak spróbuję dalej to pociągnąć, bo mimo tego dużego ZUS-u, to mi się opłaca.

Kwota ZUS zmieniła się z…?

Z około 450 zł na 1050 zł, czyli przeszło dwa razy więcej. Ale na razie daję sobie radę i generalnie jestem dobrej myśli. Zwłaszcza, że w tej mojej branży ciężko jest o stałe zatrudnienie, więc to samozatrudnienie daje nadzieję na odkładanie na emeryturę plus ubezpieczenie, więc to jest pewne zabezpieczenie.

A jak na tym wychodzisz finansowo? Lepiej niż na zleceniach?

Lepiej, ale przede wszystkim dlatego, że zacząłem aktywniej szukać tej pracy. Pewnie gdybym na tyle aktywnie szukał też przed założeniem firmy, to… to w sumie powiem szczerze, że nie wiem do końca, jak by było. Bo to jest jednak inaczej, gdy ludzie współpracują z firmą, a gdy z konkretną osobą. Troszkę inaczej do tego podchodzą. Więc nie wiem jak by było.

Jaką jeszcze widzisz różnicę między pracą na zlecenie albo dzieło a posiadaniem własnej firmy? Jakie są największe zalety samozatrudnienia?

Tak jak już wcześniej wspominałem – prostszy kontakt z klientem i załatwianie z nim spraw formalnych. Wystawiam fakturę i tyle. A nie umowy, czekanie… Jest faktura, jest termin płatności i już. Poza tym dzięki własnej firmie nie jestem człowiekiem znikąd. Pracuję na własny rachunek, mam swój dorobek, który kumuluje się i który buduje moją markę. Kolejna rzecz to poczucie bezpieczeństwa, stabilności, bo jednak te pieniądze gdzieś się odkładają i chociażby mam większą wiarygodność kredytową.

A jakie widzisz ryzyka, zagrożenia? Są jakieś rzeczy, których się nie spodziewałeś, a wyniknęły i sprawiły Ci problem?

Zdecydowanie najmniej fajna rzecz to przelew do ZUS-u co miesiąc. Ale tego się spodziewałem 🙂 . A tak, to myślę, że nie nie ryzykuję szczególnie.

Jest ten minus, że niestety, jak nie ma zleceń, to ich nie ma, a jak są, to wszystkie na raz. Więc są takie okresy, kiedy absolutnie nic się nie dzieje, a są takie, kiedy się praktycznie nie śpi. Ale tak po prostu jest i jeśli człowiek robi, to co lubi, co daje mu satysfakcję, to nie ma z tym problemu.

Jakie masz teraz plany związane z firmą? Żeby dalej było tak jak jest? Czy coś chcesz rozszerzyć, zmienić?

Nie, na razie jest o tyle dobrze, że zleceń jest coraz więcej, są coraz ambitniejsze, z roku na rok przychody są coraz wyższe, więc oby ten trend się utrzymał. Na razie nie planuję żadnych drastycznych kroków.

A czy w międzyczasie poszerzasz swoją wiedzę dotyczącą prowadzenia firmy, doszkalasz się marketingowo lub biznesowo? Czy skupiasz się wyłącznie na zdobywaniu i wykonywaniu zleceń?

Zdecydowanie to drugie. Skupiam się generalnie na swojej robocie, sprawy księgowe zostawiam księgowemu, a w tej chwili przygotowuję kolejną ofertę, uaktualnioną o rzeczy, które robiłem w zeszłym roku, żeby znowu rozesłać ją do potencjalnych klientów. Zdecydowanie preferuję kontakt bezpośredni niż wrzucenie do internetu jakiejś reklamy nie skierowanej do nikogo bezpośrednio. Na razie to działa, więc nie widzę powodu, żeby to zmieniać.

A gdybyś miał na koniec powiedzieć młodym ludziom, czy warto Cię naśladować i założyć własną firmę?

Zdecydowanie warto. Nawet na zasadzie, żeby sprawdzić, jak to jest. Przez dwa lata boli to bardzo mało, potem trochę bardziej, ale warto się postarać, by móc robić to, co się lubi, a dodatkowo wpisywać wszystkie sukcesy na swój własny rachunek.

Jak z perspektywy czasu oceniasz pomysł udziału w projekcie?

Bardzo dobrze. Tak jak mówiłem, dzięki projektowi, przede wszystkim pierwszy rok prowadzenia firmy minął mi całkowicie bezboleśnie. Po drugie, mając firmę, łatwiej nawiązuję współpracę ze zleceniodawcami i jestem pewniejszy rozliczeń. A po trzecie, dzięki dotacji mam narzędzie do pracy, na którym mogę spokojnie robić wszystko, co klient mi zleci. Polecam wszystkim taki start 🙂 .

 

[1] Program Operacyjny Kapitał Ludzki – program był realizowany w ramach funduszy europejskich, z którego środki były przeznaczone między innymi na aktywizację zawodową.

Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>